Month: Lipiec 2016

23.07 – Ta ostatnia sobota

Dzisiaj bardzo krótko, bo dzieciaki nie śpią jeszcze i mamy małą wojnę 🙂

Dzień był rewelacyjny – przedpołudnie to wycieczka piesza po okolicach Głuchołaz i rowerowa do Zlatych Hor oraz basen tuż przed obiadem.

Popołudnie – płukanie złota z dobrze nam już znanym Panem Januszem. Świetnie i niezwykle ciekawe zajęcia.

Przed kolacją spędziliśmy ponad godzinę przy basenie.

Po kolacji odbyła się bitwa wodna na mokre gąbki – zdjęcia mówią więcej niż słowa 🙂

 

Jutro autobus przyjeżdża po nas przed 11, więc powinniśmy dojechać między 16 a 17. Otrzymają Państwo smsy z planowaną godziną przyjazdu, a najbardziej aktualna informacja znajdzie się na naszym profilu na Facebooku.

22.07 – Pan Janusz, czyli relaks w Jeseniku

Wcześniejsza cisza nocna przyniosła zamierzony efekt – dzieci obudziły się w lepszych humorach i przy pięknej pogodzie mogliśmy ruszyć do Jesenika. Towarzyszył nam przewodnik, starszy pan o imieniu Janusz. Postać barwna, z głową pełną anegdot i wspaniałym podejściem do dzieci. Dzięki niemu cała wycieczka zyskała bardzo dużo.

W ostatniej chwili zdecydowaliśmy się rozszerzyć program wyjazdu o zwiedzanie jaskiń, co okazało się bardzo dobrą decyzją, bo trasa była niezwykle ciekawa.

W ciągu 40 minut przeszliśmy ok. 400m korytarzy, w temperaturze 6 st.C, w czasie gdy na dworze panował upał. Oczywiście część osób nie zabrała ze sobą długich rękawów, pomimo wielokrotnych próśb. Na szczęście problem dotyczył (to chyba nie będzie zaskoczenie) tylko grupy starszej, która uważa, że wszystko wie trochę lepiej 🙂

Po wyjściu z jaskini podjechaliśmy pod wzgórze Grafenberga, gdzie mieliśmy czas na zabawę w parku linowym oraz kąpiel w wodach uzdrowiskowych. Dzięki Panu Januszowi poznaliśmy również historię niezwykle ciekawego człowieka, którego nazwisko współcześnie odmieniamy przez wszystkie przypadki, nawet o tym nie wiedząc (https://pl.wikipedia.org/wiki/Vincenz_Priessnitz).

Popołudnie to plażowanie przy basenie, zajęcia pod tytułem „Randka w ciemno” oraz zabawy sportowe. Wieczorem zaprosiliśmy dzieciaki na ostatnią dyskotekę, która tym razem zasługuje na parę dodatkowych słów.

Początkowo chętnych było niewielu, większość wolała Harrego Pottera i grę w kosza. Nasi najbardziej zagorzali tancerze, zaopatrzeni w świecące bransoletki, ruszyli na parkiet. Niestety, kiepsko dobrana muzyka nie zebrała zbyt wielu dzieci z innych kolonii i wydawało się, że tym razem impreza nie będzie należała do udanych, a my nie mogliśmy na to pozwolić 🙂

Cała kadra Centrum Dzieciaki dołączyła do zabawy – rozdaliśmy ponad 200 świecących bransoletek wśród dzieci, a panie załatwiły z DJ’em zmianę repertuaru. 5 minut później parkiet był pełen, a gdy po kilkudziesięciu minutach z głośników poleciało „To już jest koniec”, słychać było wyraźny jęk zawodu. Z faktami się nie dyskutuje, a są one takie, że udało się nam rozgrzać dzisiejszego wieczoru parkiet, wzbudzając niemałą sensację, również wśród pracowników ośrodka 🙂

Jutro ostatni pełny dzień w Banderozie – będzie się działo…

Przypominam, że powrót do Poznania planujemy na godzinę 17:00 w niedzielę, a o przebiegu trasy będziemy informować na naszym profilu na Facebooku.

 

21.07 – Kopa Biskupia

Dzisiaj jak u Hitchcocka – najpierw trzęsienie ziemi.

Dzień zaczęliśmy kontrolą z Kuratorium Oświaty – za każdym razem bardzo cenię sobie to doświadczenie, kiedyś pewnie napiszę książkę na ten temat. Najważniejsza informacja dla rodziców jest taka, że opinia w protokole jest pozytywna, a jedynym uchybieniem był brak rubryki na imiona rodziców w karcie kwalifikacyjnej uczestnika 🙂

Praktycznie natychmiast po śniadaniu spakowaliśmy się do autokaru, który zawiózł nas do sąsiedniego Jarnołtówka. Stąd, wraz z przewodnikiem, ruszyliśmy na żółty szlak w stronę Kopy Biskupiej (891m). Była to zdecydowanie najdłuższa z dotychczasowych tras i najbardziej wymagająca. Na szczyt co prawda wiedzie szeroka ścieżka, ale praktycznie cały czas pnie się w górę, nie dając odpocząć nogom. Zbyt wczesna godzina odjazdu spowodowała, że nie zweryfikowaliśmy należycie zawartości plecaków dzieci. Skończyło się na tym, że w naszych wylądowały ich poduszki, kurtki, bluzy, pamiętniki, maskotki itp.

Przed szczytem czekały na nas dwa przystanki – schronisko i, oddalony kilkaset metrów od niego, punkt widokowy. Od schroniska mieliśmy ok. 20 minut marszu na szczyt, na którym najwytrwalsi mogli wejść na wieżę widokową – Ci którzy skorzystali, z pewnością nie żałowali tych kilku dodatkowych stopni w górę, bo widok był rewelacyjny.

Wstępnie powrót był planowany przez Zlate Hory, ale niestety szlaki do nich prowadzące były nieczynne, ze względu na wycinkę drzew. Ostatecznie powrót odbył się tą samą trasą, którą weszliśmy na szczyt.

Wróciliśmy lekko spóźnieni na obiad, spędzając na szlaku łącznie prawie 4,5h – według pana przewodnika, byliśmy jedną z szybszych grup 🙂

Po przedłużonej do 15:30 ciszy poobiedniej, zaprosiliśmy dzieciaki do gry, w której ich celem było rozwiązanie szeregu zadań – poszukiwania wykrywaczami metalu, rozwiązanie zagadek logicznych czy odszukanie kombinacji cyfr, wszystko po to, aby uwolnić 4 porwane koleżanki.

Po kolacji zabawy sportowe i dyskoteka, ale krócej, bo widzimy już po dzieciakach zmęczenie. Jedne są drażliwe, inne bardziej roztargnione, niektórzy zaczynają tęsknić już za domem. Z tego powodu przyspieszyliśmy trochę przygotowania do snu i liczymy, że uda się trochę szybciej zgasić dzisiaj światła.

Jutro fajny dzień, może niektórym poprawią się humory – jedziemy do Jesenika, zażyć kąpieli w basenach termalnych 🙂

20.07 – Wycieczki

Na dzisiaj zaplanowaliśmy całkowite rozdzielenie grup – starsi po górach, młodsi po płaskim. Co prawda na trasie młodszych znajdował się punkt o groźnej nazwie „300 schodków”, ale ostatecznie drobne problemy w nawigacji i małe chęci do wędrowania wśród sporej grupy dzieciaków, zmusiły wychowawczynie do delikatnej zmiany planów.

Starsi ruszyli niebieskim szlakiem z Jarnołtówka, przez szczyt Olszak (453m) do Pokrzywna. Ta część trasy zajęła nam około 1,5h. Wiedzieliśmy, że będzie problem z dotarciem na czas na obiad, więc ostatecznie zdecydowaliśmy się na skrócenie trasy i zejście do przystanku autobusowego z ostatecznym czasem marszu 2h 20 min.

Dzieciaki poradziły sobie świetnie, chłopacy maszerowali znacznie lepiej niż w czasie ostatniej wycieczki, a trzeba zaznaczyć, że staraliśmy się narzucić dość mocne tempo. Były z nami 3 dziewczynki: Dominika, Julianna i Oliwia, które również poradziły sobie fantastycznie.

Po obiedzie odbyły się animacje zorganizowane przez Banderozę, na których oczywiście zbyt długo nie wytrzymali chłopacy. Na szczęście obok mieli do dyspozycji boisko do piłki nożnej plażowej. Po 1,5h biegania, przepychania, wywrotek i szarpania mieliśmy dość, ale schodziliśmy z boiska z solidnym przekonaniem, że jutro zagramy rewanż, bo zabawa była fantastyczna.

W międzyczasie chętni mogli skorzystać z basenu (dla piłkarzy punkt obowiązkowy). Podziwiam wszystkich, którzy się odważyli skorzystać, bo woda była lodowata 🙂

Dzień zakończyliśmy ogniskiem z kiełbaskami i nieśmiałymi próbami śpiewu – nad tym elementem musimy jeszcze popracować, bo nie wyszło nam najlepiej 🙂

Teraz dzieciaki uczestniczą w spacerze po lesie z pochodniami, a po nim prosto do łóżek, bo jutro długi dzień. Czeka nas wycieczka na Kopę Biskupią i zejście na czeską stronę. Ok. 8:30 rozdamy telefony, ale nie wiemy do której godziny będziemy w zasięgu polskiej sieci.

 

PS. Dzisiejsze zdjęcia pojawią się bardzo późno, albo nawet rano.

19.07 – Ruda tańczy jak szalona!

Po pierwsze – wczoraj jednak nie było dyskoteki w ośrodku, o czym dowiedzieliśmy się jak wszyscy byli już na nią gotowi… Na szybko pożyczyliśmy dużą kolumnę, a niezawodne wychowawczynie zorganizowały mini imprezę, w gronie naszych kolonistów.

Po śniadaniu mieliśmy wycieczkę rowerową dla chętnych. W miarę możliwości zrobimy jeszcze jeden wyjazd, tak żeby każdy kto ma ochotę mógł się załapać. Dzieciaki, które nie jechały na rowerach wybrały się na piechotę do centrum miasta.

Po powrocie odbył się turniej łuczniczy, w którym zwyciężyli Igor i Mateusz Ś..

Mały zgrzyt pojawił się w trakcie obiadu – większość dzieciaków po zjedzeniu zupy, nie chciała nałożyć sobie drugiego dania, w konsekwencji nałożyliśmy embargo na zakupy w sklepie na następne 24 godziny. Efekt był zadowalający – większość ustawiła się grzecznie w kolejce po jedzenie, a już kolacja zniknęła w ekspresowym tempie.

Po południu odbył się konkurs Mam Talent, a po nim panie zorganizowały dzieciakom karaoke i zabawy sportowe. Niestety nasze ulubione „małże” zebrały dzisiaj swoje żniwo, w postaci dwóch nadwyrężonych stawów. Nic poważnego, ale wypada odnotować z kronikarskiego obowiązku.

Po kolacji przyszedł czas na wyczekaną dyskotekę. Dzisiaj wszystko odbyło się już zgodnie z planem i jak dobrze pójdzie w galerii pojawi się krótki film z zabawy 🙂

Jutro od rana mamy zaplanowane piesze wycieczki, wszystko wskazuje na to, że czekają nas dwa dni dobrej pogody, które chcemy intensywnie wykorzystać.