Zaborówiec – dzień drugi i trzeci

Już jesteśmy na właściwych torach – pobudka, mycie, śniadanie, zajęcia, obiad, zajęcia, kolacja, ognisko, mycie, spać – i tak do niedzieli. Zamiast zegarka mamy gwizdek, który wyznacza kolejne etapy dnia, narzucając rutynę. Brzmi nudno? A jest wręcz przeciwnie.

W niedzielę deszcz przestał padać ok. 10:00 i od tego czasu mamy względnie sucho – spadło jeszcze parę kropli, ale już nic co by przeszkadzało w prowadzeniu zajęć. Przed południem mieliśmy grę ekonomiczną, z elementami zaczerpniętymi z Monopoly, a popołudniu, wg. obozowego grafiku, przypadł nasz czas na kąpiele. Część dzieciaków się kąpała, inni uczyli się nowych piosenek z Panem Michałem, a starszyzna przestawiała trzy namioty, bo układ który zastaliśmy w obozie, nie spełniał do końca naszych potrzeb.

Wieczór to pierwsze ognisko – śpiewanie idzie nam nieźle, ale jeszcze daleko nam do ideału – pod koniec obozu coś nagramy, żeby pokazać rodzicom czego się nauczyliśmy.

Poniedziałek obudził nas pięknym słońcem. Po śniadaniu odbyła się, zapowiedziana wcześniej, kontrola porządku w namiotach – było bardzo dobrze – widać, że bardziej doświadczeni koloniści podpowiedzieli tym młodszym czym jest pilot i jak go uniknąć 🙂

Ok. 10:30 ruszyliśmy na wycieczkę – naszym celem była wieża widokowa w Dominikach, celem dzieci – sklep, co wcale nie było takie proste. Większość z uczestników dysponuje banknotami w większym nominałach, a to byłoby zabójcze dla małego, wiejskiego sklepiku, dlatego musieliśmy się rozdzielić. Najmłodsi wylądowali w najbliższym sklepie, najstarsi w tym oddalonym o kolejne 1,5 km, resztę rozdysponowaliśmy w dwóch sklepach między nimi. W efekcie, najstarsi chłopacy zrobili dzisiaj 11 km na piechotę, najmłodsi ok. 8.

Wróciliśmy o 14:15, czyli punktualnie na obiad. Po nim upragniona cisza poobiednia – wreszcie można było się rozłożyć w hamakach, na leżakach czy po prostu, w swoim łóżku.

W ramach zajęć popołudniowych ruszyliśmy na kajaki – mógł z nich skorzystać każdy, nawet najmłodsi, którym pomagali wychowawcy i nasi seniorzy, a nad bezpieczeństwem czuwał sympatyczny ratownik. Pogoda nie była już tak idealna, bo wiał dość silny wiatr, który dał się kilku z nas we znaki i zmusił do sporego wysiłku, żeby utrzymać właściwy kurs.

Wieczorem znowu ognisko – słychać postęp w śpiewaniu.

Teraz dzieciaki już zasypiają. Niektórym wieczór daje w kość – przed snem bardziej tęsknią za rodzicami, a zamiast uśmiechów na buziach gości grymas smutku. To trudny moment dla najmłodszych, ale też dla nas, wychowawców – robimy wszystko co w naszej mocy, żeby myśli dzieci nie błądziły w kierunku domu i ciepłego łóżka, ale w lesie to nie takie proste, a głos mamy w słuchawce potrafi złamać nawet najsilniejszych 9-latków 🙂

Jutro pogoda troszkę słabsza, ale powinna pasować do zaplanowanych zajęć. Ok. 12:00 spodziewamy się gości z Poznania – przyjeżdżają wychowawcy „Rewolucji” (a prywatnie moje rodzeństwo), z którą spędziliśmy wspólnie zeszłoroczny obóz – mają dla nas zajęcia-niespodziankę

Zdjęcia pojawią się pewnie rano, bo teraz czas na odprawę u komendantki bazy, chwilę zajmie, bo jutro mamy służbę w bazie – będziemy pełnić wartę na bramie i pomagać w kuchni.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s