Lądek Zdrój 2016

26.01.2016

Udało się! Spędziliśmy prawie 5 godzin na stoku, śnieg się nie rozpuścił całkowicie, nikt sobie nie nic nie zrobił i wiemy, że w środę wracamy na stok.

Temperatura w dolnej bazie przez cały dzień wynosiła 5-6 stopni, więc można było się spodziewać, że na koniec dnia będziemy uprawiać raczej narty wodne. Na szczęście warstwa śniegu jest spora i chociaż miejscami robiło się mokro, to spokojnie można było pokonać trasę bez nurkowania w kałużach.

Jak idzie dzieciakom?

Franek i Maks krążyli cały dzień jak wolne elektrony, sprawdzając gdzie są najlepsze warunki narciarskie – obaj jeżdżą na nartach bardzo dobrze i robią z tego użytek. Od środy będziemy mieli tylko dwóch narciarzy – Maks chce spróbować swoich sił na desce 🙂

Borys – jeździ sporo z Adamem G., zrobił duży postęp w porównaniu z poniedziałkiem, porusza się pewnie, bez problemu pokonuje każdą trasę, którą wybiorą.

Snowboardziści:

Zosia – najmłodsza uczestniczka, spędza z oczywistych przyczyn najwięcej czasu ze mną. Póki co często jeszcze ją podtrzymuję w czasie jazdy, ale w środę będzie poruszać się już sama.

Ilonka – Opanowała jazdę na tylnej krawędzi, zaczęła ćwiczyć jazdę na przedniej. Trzyma się blisko Zosi, więc zjazdy ma wolniejsze od chłopaków, ale dobrze utrzymuje równowagę. W środę dokończy przednią krawędź i zacznie skręcać.

Mateusz L. – bez problemu radzi sobie na tylnej krawędzi, czasem udaje mu się przejść na przednią, bez przewrotki. Przednią ma opanowaną w stopniu wystarczającym na naukę skrętów.

Mateusz K. – jeździec bez głowy 🙂 Najszybszy, ale nie zwraca uwagi na żadne rady – ważne, żeby szybko znaleźć się na dole. Nauka idzie do przodu w dobrym tempie, ale torem którego nie umiem zdefiniować. Dzisiaj powinien umieć już zmieniać krawędź w trakcie jazdy

Janek – nasza gwiazda. Pierwszego dnia jak stanął na desce wiedziałem, że szybko złapie o co w tym chodzi. Utrzymuje dobrą postawę, zachowuje równowagę przez całą trasę, nie ma problemu z poruszaniem się na obu krawędziach. W środę jako pierwszy zacznie naukę skrętu.

Wróciliśmy ze stoku wykończeni, więc w środę będziemy trochę krócej, żeby starczyło sił na dni z lepszymi warunkami. Dość powiedzieć, że dzieciaki nie miały siły po obiedzie iść na spacer do sklepu.

Wieczorem karty, ping-pong, bilard i szybka cisza nocna.

25.01.2016 – Czy to fatum?

Będzie jak u Hitchcocka. Rano pożegnaliśmy się z jedną z uczestniczek – wczoraj wieczorem okazało się, że musi wrócić do domu i dzisiaj po śniadaniu została odebrana przez tatę. Potem miało być już tylko gorzej, ale cofnijmy się parę godzin.

 

Dzieciaki miały problem ze wstaniem, pomimo tego, że większość o 22:00 już spała lub była bardzo blisko celu. Za oknem mżawka nie zachęcała do wyjścia z łóżka, do tego byliśmy jedyną grupą w ośrodku, która wstawała tak szybko (7:50). O 8:20 byliśmy na śniadaniu, a po nim ruszyliśmy z przygotowaniami do wyjazdu. Pierwszy raz jest zawsze najtrudniejszy – odgrzebanie wszystkich ubrań, butów, kurtek, kasków, rozpakowanie sprzętu narciarskiego, dopasowanie butów, dobór kamizelek odblaskowych i ruszyliśmy w błocie śnieżnym do busa.

Na miejscu wizyta w wypożyczalni – wszystko zajęło pewnie 20 minut, przy bardzo profesjonalnej pomocy ze strony obsługi – klasa. Przy okazji rozmawialiśmy z właścicielem o pogodzie – w Czarnej Górze wszyscy są przekonani, że warunki narciarskie będą cały tydzień, chociaż momentami będzie trochę ciężej.

Potem do kasy po karnety (najkrótsze kolejki zawsze przesuwają się najwolniej), szybki podział na grupę narciarską i snowboardową i ruszamy.

Snowboardziści zaczęli od oślej łączki. Jako, że wszyscy mieli pierwszy raz deskę na nogach, musieliśmy zacząć od podstaw – zapinanie deski, wstawanie z pleców, upadanie na plecy, obrót na ziemi, wstawanie z kolan, padanie do przodu, poruszanie się z jedną nogą wypiętą. Po tym półgodzinnym wstępie czekało nas pierwsze wyzwanie – wyciąg krzesełkowy. Myli się ten, kto myśli, że nie ma nic prostszego. Na snowboardzie to prawdziwe wyzwanie dla początkujących, więc w efekcie wszyscy wylądowali na ziemi na końcu trasy. Nauka jazdy na desce zawsze boli 🙂

Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie deszcz. Na przemian mżawka, wiatr i większe krople. Wydawało się, że już koniec, a tu kolejna porcja.

Rozpoczęliśmy mozolny pierwszy zjazd, bokiem do stoku na tylnej krawędzi. Do połowy stoku szło nieźle, ale wtedy dostałem przez walkie-talkie informację od Adama G. (wychowawca) – jedna dziewczynka się przewróciła, mocno ją boli, wzywamy GOPR…

Następną godzinę walczyliśmy z sytuacją, rozmawiając przez krótkofalówki i telefony między sobą oraz z ratownikami – obaj mieliśmy pod opieką swoją grupę dzieci, której nie mogliśmy zostawić, ktoś jak najszybciej musiał znaleźć się w bazie GOPR, bo w każdej chwili miało przyjechać pogotowie, do tego deszcz przemoczył wszystkich i próbowaliśmy zorganizować szybszy powrót. Ostatecznie dzięki pomocy przewoźnika oraz ratowników, którzy daleko wyszli poza swoje obowiązki, udało się wszystkich bezpiecznie dostarczyć do celu. Większość grupy wróciła ze mną do ośrodka, a Adam G. pojechał do szpitala z poszkodowaną.

Całe popołudnie stało pod znakiem nerwowego oczekiwania na informacje ze szpitala, które ostatecznie nie były dobre i jutro kolejna uczestniczka będzie musiała się z nami pożegnać…

Zostaje 8 dzieci, odwilż i chęć wycia do poduszki. Ale nie, nie damy się. Jutro piękny dzień, będziemy śmigać na stokach, dokończymy naukę jazdy na desce (dzieciaki są rewelacyjne, absolutnym liderem jest Janek) i wrócimy zmęczeni, ale uśmiechnięci.

Dzisiaj ze względu na okoliczności tylko kilka zdjęć – nie miałem do tego głowy. Jutro będzie lepiej.

Teraz śmigamy na mecz Polska-Białoruś.

 

 

24.01.2016- Witamy w Lądku Zdroju

No i jest, doczekaliśmy się. Wiele osób mówiło nam – zróbcie zimowisko. Posłuchaliśmy 🙂

Z pewnością ilość uczestników nie jest porażająca, złożyło się na to wiele czynników, ale mamy w pamięci pierwszą kolonię letnią, na której również mieliśmy raptem garstkę dzieci, a udało się nam rozwinąć te wyjazdy do rozmiarów, które co roku nas zaskakują. Liczymy, że i tym razem uda się nam przekonać Państwa, że wkładamy serce w naszą pracę i można nam zaufać, również w czasie zimowych wyjazdów.

Mała ilość uczestników ma swoje plusy – szybko udało się nam spakować i wyjechać. Na miejscu byliśmy po godzinie 15:00 i po rozlokowaniu w pokojach i przeniesieniu plecaków ruszyliśmy na ok. 45-cio minutowy spacer, z wizytą w Dino Markecie.

Krótko po powrocie zjedliśmy przepyszny obiad. Dzieciaki brały dokładki aromatycznego rosołu, ale niestety nie starczyło już miejsca na niedzielny standard – kotlet, ziemniaki, surówka. Nikogo nie zmuszaliśmy (tylko Zosia i Ilonka dostały trochę większą zachętę) bo wiemy, że pierwszy dzień, to jeszcze czas na likwidację zapasów z podróży. Jutro będzie lepiej.

Po obiadokolacji daliśmy dzieciakom wolne, i jednocześnie zachęciliśmy ich do zaprzyjaźnienia się z dobrze wyposażoną świetlicą. Od jutra zaczniemy popołudniowe zajęcia, żeby czas do wieczora upływał przy bardziej aktywnym lenistwie.

Większość dzieci układa się już do snu, pojawiają się smutki wieczorne, ale nic z czym sobie nie poradzimy. Jutro będzie wspaniały i z pewnością wyczerpujący dzień.

Zakładamy, że w czwartek będzie przerwa od jazdy, ale w piątek uda się nam wrócić na stok – ostateczną decyzję podejmiemy jutro.

Jestem w trakcie zrzucania kilku zdjęć, ale przy bardzo słabym i kapryśnym łączu może to chwilę zająć…