Osieczna 2017

17.07.2017 – Kulinarny

Poranek przywitał nas ulewą. Byliśmy na to przygotowani, ale jednak zasypialiśmy z cichą nadzieję, że nie będzie tak źle.

Do godziny 10:30 prowadziliśmy z dziewczynkami zajęcia plastyczne, a z chłopcami gry integracyjne w świetlicy. Jak tylko przestało padać, rozpoczęliśmy konkurs kulinarny. Dzieciaki podzielone na grupy przygotowywały sałatkę, pizzę, ciasta i pierogi – wszystko wyszło naprawdę smacznie.

Po ciszy poobiedniej i skonsumowaniu efektów prac kuchennych, udaliśmy się na plażę, co jeszcze rano wydawało się niemożliwe. Nad jeziorem graliśmy w dwa ognie, starszyzna starła się w zapasach, a na koniec wskoczyliśmy na ponad 20 minut do wyjątkowo ciepłej wody.

Przed ciszą nocną poszliśmy na dwór – część chłopaków rozegrała mecz z „miejscowymi” (przegrany 7:3…), część dzieci poszła na plac zabaw, reszta wybrała swobodną zabawę w schronisku.

Jutro ruszamy do Nenufaru, gdzie spędzimy większość dnia, który zapowiada się wspaniale.

Na zakończenie, mam wielką prośbę do rodziców. Tu na miejscu robimy wszystko, żeby dzieci spędziły czas nie tylko ciekawie, ale przede wszystkim bezpiecznie. Jeżeli mają Państwo jakieś wątpliwości, co do którejś naszej decyzji czy zalecenia, prosimy o kontakt telefoniczny z nami, bo niestety część dzieciaków będzie korzystała z Państwa jako instytucji odwoławczej, nawet przy tak błahych i oczywistych sprawach jak wieczorna kąpiel, bo zabawie w piasku 🙂

11.07.2017 – Nenufar

Dwie atrakcje rezerwowaliśmy parę miesięcy przed kolonią – zwiedzanie lotniska i wyjazd do Nenufaru. Ze względu na dość napięte terminarze w obu tych miejscach, nie mieliśmy możliwości przełożenia dzisiejszego wyjazdu, a niestety, pogoda od rana nas nie rozpieszczała. Trudno się było dziwić, że dzieci działały na trochę zwolnionych obrotach.
Gdy przed godziną 10:00 dotarliśmy do Kościana, piratka-wariatka Pirania, która się nami opiekowała, miała spore problemy, żeby wykrzesać jakąś iskrę z naszej trzódki. Na szczęście widać było ogromne doświadczenie animatorów z Nenufara i po kilkunastu minutach wszyscy wkręcili się w zabawę.
Zaczęło się „z grubej rury” – założyliśmy kapoki i weszliśmy na tratwę, której jedynym napędem były wiosła w naszych rękach. Razem z piratem Jakiem i piratką Piranią ruszyliśmy na poszukiwanie skarbu. Byliśmy w egipskiej osadzie, indiańskiej wiosce, zostaliśmy pasowani na piratów, odczytywaliśmy hieroglify, tańczyliśmy w tipi, rozwiązywaliśmy zagadki – wszystko by w końcu znaleźć skrzynię, z workiem smakowitych cukierków.

Muszę przyznać, że byliśmy pod wrażeniem całości. Program przygotowany przez Nenufar wykonany jest z wielką  dbałością o szczegóły, przez bardzo profesjonalnych animatorów, którzy świetnie potrafią dotrzeć do grupy. Brawo!

Po zakończeniu trwającej 2 godziny animacji, mogliśmy skorzystać z atrakcji parku – placów zabaw, Krainy Bajek, tawerny z pamiątkami i lodami. Co prawda, pogoda nie zachęcała do zbyt wielu szaleństw, ale mimo wszystko wszyscy wyszli bardzo zadowoleni.

Po obiedzie pogoda była znacznie bardziej łaskawa, więc wybraliśmy się z dzieciakami na podchody. Grupa uciekająca wymyśliła bardzo fajne zadania (tańczyliśmy macarenę, udawaliśmy kaczki, zamienialiśmy się butami, wykrzykiwaliśmy „hip, hip, hurra” na widok każdego samochodu itd.), a trasę zakończyliśmy na sporym placu zabaw, na którym spędziliśmy kilkadziesiąt kolejnych minut.
Na koniec, mając w pamięci wilcze apetyty dzieci, pozwoliliśmy im kupić lody i wróciliśmy na kolację.

Teraz, wykąpana i przebrana w piżamy, ekipa siedzi w świetlicy i ogląda serial „Łowca trolli”.

Na jutro planujemy wycieczkę na wieżę widokową, ale chodzą słuchy, że może pogoda pozwoli nawet zahaczyć o plażę. Oby się udało 🙂

PS. Zdjęcia pojawią się pewnie dopiero po 22:00.

10.07.2017 – Burza

Noc minęła bardzo spokojnie. Za spokojnie! Dzieci zasnęły krótko po 22:00, a niektórych nie mogliśmy dobudzić, gdy o 7:30 zagraliśmy im pobudkę. To naprawdę niezwykłe, pierwszego dnia kolonii, ale też sygnał dla nas, że spędzili niedzielę aktywnie.

Dla większości dzieci sporym zaskoczeniem była gimnastyka, ale pomogła się nam rozbudzić i przygotować do dnia.

Cały dzisiejszy plan ułożyliśmy tak, aby wykorzystać dzień jak najlepiej, zanim przyjdzie zapowiadana burza.
Przedpołudniowe zajęcia zaczęły się z małym poślizgiem, ale ostatecznie wszystko wyszło tak jak zaplanowaliśmy. 10 z 11 uczestników przeszło chrzest kolonistów – było trochę kręcenia nosami przy jedzeniu kisielu bez cukru, ale ostatecznie wszyscy skończyli zabawę tak jak powinni – brudni i uśmiechnięci.
Zaraz po chrzcie skierowaliśmy kroki na plażę, gdzie wszyscy mogli zmyć z siebie ślady mąki. Dzisiaj pomimo często pojawiających się na niebie chmur, było bardzo ciepło i nawet woda o temperaturze „dla koneserów”, nie odstraszyła nikogo od kąpieli.

Po pysznym obiedzie (gulasz wieprzowy z kaszą i zupa pomidorowa) i ciszy poobiedniej, pani Jagoda poprowadziła zajęcia plastyczne, w czasie których dzieci mogły stworzyć własne torby – kilka z nich wyszło rewelacyjnie, a na wszystkich widać, że dzieciaki bardzo przyłożyły się do zadania. W czasie tych zajęć trochę popadało, ale cały czas nie było śladu po burzy, więc zdecydowaliśmy się na krótkie zajęcia na boisku – graliśmy w piłkę, badmintona i przede wszystkim, jeździliśmy na elektrycznych gokartach. Wszyscy przeszli szybki kurs pilotażu i teraz będziemy mogli w wolnej chwili szaleć na naszych bolidach. Zajęcia przerwał deszcz, ale jak się okazało – to nadal nie ta zapowiadana burza, a raptem kilka kropel.

Po kolacji udało się nam zobaczyć piękną, kompletną tęczę (na zdjęciach), potem czas na zabawę i kąpiel, a teraz dzieciaki oglądają wspólnie Hotel Transylwania, a za oknem właśnie zaczęła się silna burza – zrobiło się klimatycznie, ale zapaliliśmy światło, bo dla niektórych może to być zbyt dużo emocji 🙂

Na koniec kilka słów o dzieciakach – są RE-WE-LA-CYJ-NE! Grzeczni, uśmiechnięci, z wielkimi apetytami, dbają o porządek w pokojach, przestrzegają ciszy nocnej – nie mogliśmy sobie wymarzyć lepszej grupy.

 

Przyjazd, 09.07.2017

Dzisiaj nasza mała trzódka dotarła na miejsce kolonii, zwanej przez miejscowych „Riwierą Osiecką” 🙂 Ta nazwa wydaje się dobrze odzwierciedlać urodę tej małej miejscowości.

Po rozpakowaniu i przydzieleniu pokojów poszliśmy na krótki spacer, w czasie którego dzieciaki mogły wybrać sobie lody w pobliskim sklepie – taka nasza mała, niedzielna tradycja.

Po powrocie mieliśmy jeszcze chwilę do obiadu, więc chłopacy skoczyli na boisko, a dziewczynki z panią Jagodą grały w gry.

Obiad wymaga osobnego akapitu. Po pierwsze – był bardzo dobry 🙂 Po drugie – dzieci (zwłaszcza chłopcy) zjadły takie ilości, że nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom. Zazwyczaj, pierwszego dnia dzieci nie zjadają zbyt dużo i kręcą na wszystko nosem, a tutaj takie zaskoczenie. Niektórym ciężko było się później doturlać do schroniska, ale ostatecznie wszyscy bezpiecznie wylądowali w pokojach na 50 minut ciszy poobiedniej.

Popołudniu poszliśmy na plażę. Zaliczyliśmy dwie kąpiele w jeziorze i plac zabaw. Pogoda nas niestety nie rozpieszczała – co prawda na początku pięknie świeciło słońce, ale później, przez większą część pobytu, wisiała nad nami szara chmura, skutecznie utrudniając opalanie.

Po powrocie poszliśmy na kolację (apetyty nadal dopisywały), po której dzieciaki poszły pod prysznic – chcieliśmy zdążyć się wysuszyć, zanim ruszyliśmy do kościoła na Mszę Świętą. Ta odbyła się o godzinie 20:30 i trwała zaledwie 40 minut – dzieciaki zachowywały się wzorowo, a bardzo sympatyczny ksiądz proboszcz nie tylko powitał nas z ambony, ale zaprosił do oprowadzenia po zabytkowym kościele oraz klasztorze – z pewnością skorzystamy z tego zaproszenia.

Kończę pisać o 22:00, ale nie mam pojęcia, o której post wyląduje na stronie. Dzieciaki już są w łóżkach i wygląda na to, że czeka nas spokojna noc.

Dobranoc!